21 marca 2019

MEKSYK - CO WARTO ZOBACZYĆ

Nie wiem dlaczego, ale pisanie tego typu postów przychodzi mi ciężko. Zawsze, kiedy jestem na wakacjach przebieram nóżkami na samą myśl o tym, że po powrocie podzielę się z Tobą wszystkimi wrażeniami z danego miejsca. A potem wracam do Warszawy i zajmuję się wszystkim tylko nie relacją z wyjazdu. Na szczęście w końcu mi się udało i wracam do Ciebie z relacją z Jukatanu. Dzisiaj zabiorę Cię na wycieczkę w najciekawsze miejsca tego rejonu i opowiem o tych, których nie zdążyłam zobaczyć (a bardzo bym chciała).


Kiedy wybierasz się do Meksyku z biurem podróży i chcesz zobaczyć coś więcej niż atrakcje, które oferuje Ci hotel (ale nie chcesz wynajmować auta) musisz znaleźć lokalne biuro podróży, które zabierze Cię w najciekawsze miejsca danego regionu. Po szybkim rozeznaniu zdecydowaliśmy się na biuro Entero Mexico, które prowadzone jest przez Polaków mieszkających w Meksyku. Przewodnicy to osoby, które dobrze znają dane rejony i poza suchymi faktami, które możesz znaleźć w wikipedi, są w stanie opowiedzieć Ci ciekawostki dotyczące Meksyku.

Łącznie za wycieczki zapłaciliśmy około 200 $ od osoby.



VALLADOLID

Nasz pierwszy przystanek na mapie Jukatanu to miasto Valladolid wzniesione na gruzach majańskiego miasta Zaci. Wyobraź sobie, że Hiszpanie zrównali z ziemią piramidy, świątynie i inne symbole cywilizacji Majów i na ich zgliszczach wybudowali swoje kolonialne miasto. Miasteczko nie jest duże, ale za to naprawdę urokliwe. Jego główny punkt stanowi katedra San Servicio, która góruje nad parkiem Francisco Cantona.


W drodze do miasteczka Valladolid odwiedziliśmy typowy meksykański cmentarz, który bardzo różni się od tych które znajdziemy w Europie. Meksykanie traktują cmentarze chwilowo, nie wykupują tak jak my miejsc na 20, 50 czy 100 lat. Ciało składa się do grobu na 2 do 5 lat, potem wyjmuje się z niego szczątki zmarłego i grób przechodzi w ręce kolejnej rodziny. Wszystko to, co zostało danej osoby chowa się do pudełka lub skrzynki razem z ulubionymi rzeczami zmarłego i ustawia pod daszkiem z innymi "pudełkami". Wiem to trochę creepy. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaka byłam zaskoczona, kiedy po zajrzeniu do jednego z rozpadających się pudełek zobaczyłam kości. Bogate osoby mają swoje grobowce i trzymają tam pudełka tylko swojej rodziny. Co ciekawe groby w meksyku często są kolorowe albo przyozdobione np. kafelkami, ale same cmentarze są brzydkie i obskurne. Rodziny układają na grobach rzeczy zmarłych np. buty czy czapki, chyba ku ich pamięci, ale nie jestem pewna.



Na naszej drodze do Valladolid zatrzymaliśmy się też na typowym, meksykańskim targu, gdzie zjadłam najlepsze tacosy w swoim życiu (kosztowały mnie 2 zł za sztukę) i wypiłam pierwszy raz w życiu prawdziwy sok z kaktusa. Targ to dość magiczne miejsce, w którym czas się zatrzymał. Zresztą zerknij na zdjęcia. Z pewnością zrozumiesz o co mi chodzi.


CHICHEN ITZA

Chichen Itza to prekolubmijskie miasto Majów, które lata swojej świetności przeżywało w X i XI wieku. Później miasto zostało opuszczone i tak naprawdę do tej pory nie wiadomo dlaczego. Jego mieszkańcy zniknęli z dnia na dzień – może na skutek klęsk żywiołowych, może z powodu braku wody, a może to wina kosmitów? Who knows. Pod koniec XIX wieku, zupełnie zarośnięte dżunglą miasto, ponownie odkrył archeolog Edwarda H. Thompsona. Chichen Itza stało się jego własnością i wyobraź sobie, że na szczycie piramidy Kukulkana (czyli w miejscu, w którym znajdowała się świątynia) miał swoje biuro, a między drzewami, które ją otaczały suszył na długich sznurach swoje pranie. 


Uważam, że Chichen Itza jest jednym z tych miejsc, które trzeba zobaczyć odwiedzając Meksyku, ale mimo wszystko uważam, że jest lekko przereklamowane. Duży plac, na środki stoi dość spora piramida, jest jeszcze największe na świecie boisko do gry w pelotę i kilka innych budowli jak np. platformy czaszek (to na nich na pale nabijano głowy ofiar - wszystko dla Bogów) i to tyle. Jeśli chodzi o piramidy, to większe wrażenie zrobiła na mnie piramida w Cobie (o której będzie za chwilę). Jednak to Chichen Itza w 2007 r.  zostało wpisane na listę siedmiu „nowych” cudów świata i myślę, że między innymi dlatego to obowiązkowy punkt na półwyspie Jukatan, który trzeba zobaczyć.


Jako ciekawostkę mogę Ci napisać, że jeszcze do niedawna można było wejść po schodach na szczyt Piramidy Kukulkana. Jednak od czasu kiedy (prawie) z jej szczytu spadł mężczyzna (i niestety umarł) zamknięto ją dla zwiedzających. Argumentowali to względami bezpieczeństwa, ale wspomniany mężczyzna ponoć spadł, bo dostał zawału serca. Piramida była też niszczona przez znienawidzonych przeze mnie „graficiarzy” od siedmiu boleści i to też przyczyniło się do jej zamknięcia. 


W drodze powrotnej z Chichen Itza udało nam się odwiedzić prawdziwą destylarnię tequili, skosztować jej smaku i przejść się po polu agawy. Prawda, że wygląda jak ananas zakopany w ziemi? Super przeżycie.




PRO TIP: 
  • jeśli planujecie kupić pamiątki z Meksyku to kupcie je w Chichen Itza. Straganów jest mnóstwo, ceny są naprawdę spoko, a jak się dobrze potargujesz to zapłacisz za wszystko grosze,
  • targuj się tylko w takich miejscach, w których nie masz pod produktami wypisanych cen. Tam gdzie są ceny targowanie nie przejdzie,
  • wycieczkę zacznij jak najwcześniej, bo kolejki rosną z każdą godziną, a upał nie da Ci czerpać z tego miejsca wszystkiego co najlepsze,
  • nie zabieraj drona, nie można nim latać nad kompleksami archeologicznymi,
  • za wejście z GoPro musisz zapłacić.




TULUM I COBA


Ruiny miast Tulum i Coba to kolejne miejsca, które musisz zobaczyć w Meksyku. Tulum położone jest w malowniczym miejscu, do którego doprowadzi Cię ścieżka prowadząca przez dżunglę. Jeśli dopisze Ci szczęście po drodze spotkasz słodkie ostronosy, które dla wielu odwiedzających były ogromną atrakcją. Na nas nie robiły wrażenia, bo przebywały na terenie naszego hotelu i mieliśmy z nimi kontakt przez cały pobyt. Z dżungli wyjdziesz prosto na otwartą przestrzeń otoczoną murami, w której nie znajdziesz nawet odrobiny cienia. Tulum to miasto z trzech stron otoczone murem. Położone jest na klifie, dlatego z czwartej strony zabezpieczone jest przez morze.


O ile w Tulum towarzyszyła nam piękna pogoda, o tyle na szczyt piramidy w Cobie wdrapywaliśmy się w towarzystwie nieprzyjemnej mżawki. Było ze 25 stopni i Meksykanie mówili nam, że dawno takich mrozów nie uświadczyli. Wychodzi na to, że powinnam mieszkać w Meksyku, bo ja też zmarzłam i wycieczka nie sprawiała mi takiej przyjemności jaką powinna. Jednak do meritum. Ruiny w Cobie można zwiedzać na piechotę, na rowerze, albo rikszą z kierowcą. Wejście kosztuje około 80 pesos, wynajęcie roweru podobnie, a kierowca z rikszą pewnie ponad 100 (ceny mogły już wzrosnąć). My trochę chodziliśmy, trochę przejechaliśmy rikszą, bo poszczególne ruiny są położone od siebie w sporych odległościach. Kierowcy prawie nie mówili po angielsku, a nasz hiszpański nie jest perfekcyjny, ale i tak udało nam się z nimi dogadać. Meksykanie to naprawdę świetni i przemili ludzie. W Cobie najważniejsza jest Piramida Nohoch Mul, która jest wyższa niż ta w Chicen Itza i można się wdrapać na jej szczyt. Ma 42 metry i jest prawie największą piramidą na Jukatanie. Jej schody nie zachęcają do wspinaczki, ale uwierz mi, że widok z góry zapiera dech w piersiach. Tylko dżungla i bezkres nieba.



PRO TIP: 
  • podobnie jak do Chichen Itza – wybierz się do Coby i Tulum jak najwcześniej, żeby uniknąć tłumów i upału,
  • tutaj nie kupuj pamiątek, bo ceny są kosmiczne i nikt nie chce się targować,
  • załóż na wycieczkę wygodne buty, raczej daruj sobie klapki. Wejście na piramidę jest hardcorowe, ale naprawdę warto,
  • nie zabieraj drona, nie można nim latać nad kompleksami archeologicznymi,
  • za wejście z GoPro musisz zapłacić.

CENOTY

Cenot na Jukatanie jest mnóstwo. Ponoć na całym półwyspie jest ich około 30 tyś., ale tak naprawdę większość z nich nie została jeszcze odkryta.To naturalne studnie, takie jeziora w jaskini, które trzeba odwiedzić będąc w Meksyku. Dzisiaj są atrakcja turystyczną i miejscem chłodu w upalne dni, ale kiedyś były miejscem kultu rytualnego, gdzie wrzucano ludzi jako ofiary dla Bogów. Jeśli komuś udało się wyjść oznaczało, że wrócił z zaświatów. Większość ludzi jednak takiego szczęścia nie miało. Co ciekawe ponoć woda w cenotach posiada właściwości odmładzające, więc im więcej się w nich kąpiesz tym młodsza/y wrócisz do kraju. 

Nam udało się odwiedzić dwie cenoty. Pierwsza to Ik Kil, która już z góry wyglądała bosko. Przy wszystkich cenotach znajdują się przebieralnie, a jeśli boisz się pływać w nich tak po prostu (niektóre są bardzo głębokie – Ik Kil ma około 50 m głębokości) możesz wypożyczyć kapok. Ja pływałam bez kapoka i z GoPro w ręku (na hardcora bo bez sznureczka i boi – na szczęście kamera wróciła ze mną do Polski). Stwierdziłam, że nie mogę sobie odmówić i skoczyłam nawet z 5 metrowego podestu do wody (tym razem skakałam bez GoPro). 

Byliśmy też w drugiej cenocie Tamcach-Ha, ale tego samego dnia co i w Cobie i niestety było zimno (25 stopni haha) i deszczowo - no i jak na zmarźlucha przystało darowałam sobie pływanie. Temperatura a w cenocie jest niższa niż na zewnątrz, a mi jest zimno zawsze i wszędzie. Trochę żałuję, bo w tej cenocie jest podest na wysokości 8 i 9 m, z którego można skakać do wody. Niektórzy z wycieczki skakali, a ja w tym czasie zajmowałam się psami, które otoczyły cenotę. 



WIOSKA MAJÓW

To był mój absolutny hit wyjazdu. Właścicielka biura podróży, z którym wybraliśmy się na wycieczki, 15 lat temu, kiedy przyjechała do Meksyku zaprzyjaźniła się z rodziną Majów, która dzisiaj pozwala odwiedzać swoją wioskę i pokazywać jak Majowie żyli i żyją naprawdę. W wiosce szaman wraz ze swoją rodziną przygotowali dla nas pokaz tańca i muzyki, zobaczyliśmy ich hodowlę pszczół i dowiedzieliśmy się jak wrabiają miód. Szaman zaprosił nas do swojego domu, a jego żona pokazała nam jak wygląda tradycyjny wyrób placków do tacosów. Naprawdę kosmos. Jeśli wejdziecie w wyróżnione relacje na moim Instagramie, to zobaczycie filmiki z tego dnia. Było cudownie.



CZEGO NIE ZOBACZYŁAM. 

Jest kilka miejsc, których nie zobaczyłam podczas tej wycieczki, ale to dobrze, bo wiem, że do Meksyku wrócę. Nie będę się rozpisywać i jedynie w punktach wypiszę nazwy miejsc, które wciąż są na mojej liście #MustSee:

  • Jezioro Bacalar, 
  • wszystkie pozostałe cenoty (życia mi nie starczy :) ),
  • Mexico City, Mérida i Campeche,
  • wyspy jak Cozumel, Holbox, Cantoy i wszystkie inne, 
  • laguna Los Coloradas 
i dalej chyba już wymieniać nie będę, bo robi mi się smutno. Tak czy inaczej Meksyk zrobił na mnie ogromne wrażenie i na pewno będę chciała znowu wybrać się w tym kierunku.

2 komentarze:

  1. Niesamowicie tam jest, piekny kraj! pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne zdjęcia! Ale Ci zazdroszczę <3 Ale dzięki za poradnik, mam nadzieję, ze kiedyś skorzystam. Jukatan jest piękny!

    OdpowiedzUsuń

KOKORINOO dziękuje i pozdrawia !