20 września 2018

OSTRE PRZEDMIOTY


Namówiona przez koleżankę obejrzałam serial. Kiedy włączałam pierwszy odcinek nawet nie zdawałam sobie sprawy, że został stworzony na podstawie książki. Książkę kupiłam dopiero po obejrzeniu serialu i złamałam swoją zasadę - najpierw książka, potem film. Nigdy tak nie robię, ale nie ma to większego znaczenia, bo Ostre przedmioty (zarówno te serialowe jak i książkowe) to kawał dobrej roboty. 

Małe miasteczko i trzymająca w napięciu historia zabójstwa. Brzmi banalnie, ale uwierz mi, że banalnie wcale nie jest. W serialu główną rolę gra Amy Adams i to też ją widziałam oczyma wyobraźni czytając książkę. Przyczyna, dla której najpierw czytam książki, a potem oglądam ich adaptacje filmowe jest banalnie prosta - kiedy robię na odwrót moja wyobraźnia nie działa już tak jak powinna. Czytając słowa zapisane na kartach książki widzę tylko aktorkę, która grała główną rolę w serialu. Akurat w tym przypadku bardzo mi to nie przeszkadzało, bo Amy idealnie pasowała mi do opisanej w książce dziennikarki śledczej, która wraca w swoje rodzinne strony, aby napisać artykuł o morderstwach popełnionych w jej rodzinnym miasteczku. 


"musisz obejrzeć Ostre przedmioty" - rzuciła mi koleżanka, a ja jako zagorzała serialomaniaczka nie mogłam przejść obok tego zdania obojętnie. Przebierałam nóżkami i niczym małe dziecko nie mogłam doczekać się wieczora. Wróciłam do domu, zrobiłam popcorn, rozsiadłam się na kanapie i odpaliłam pierwszy odcinek...

Po pół godzinie nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Przyjęłam każdą możliwą pozycję, ale wciąż było mi niewygodnie. Odcinek zdawał się ciągnąć jak flaki z olejem i z minuty na minutę robił się coraz nudniejszy. Zastanawiałam się, co takiego widziała w nim moja koleżanka i co sprawiało, że po każdym odcinku z wypiekami na twarzy zachwalała go pod niebiosa.

Dałam mu szansę i choć akcja nie była wartka, coś mnie przy nim zatrzymało. Może to Amy, może to chęć dowiedzenia się kto zabił, a może chęć rozgryzienia co tak naprawdę siedzi w głowie głównej bohaterki. Spodobała mi się gęsta atmosfera serialu, którą można było ciąć nożem. Muzyka, która towarzyszyła mi przez każdy odcinek. Gra aktorska trzech głównych bohaterek, które grały dobrze do tego stopnia, że do każdej z nich czułam jakieś emocje (często skrajne). Do ostatniego odcinka nie wiedziałam, kto tak naprawdę jest mordercą, co przy takiej ilości seriali jakie oglądam jest naprawdę wyczynem - dla porównania Słodkie kłamstewka rozgryzłam już w połowie 3 odcinka.

Przeczytałam gdzieś opinię, że serial przerósł książkę napisaną przez Gillian Flynn. Dla mnie książka była lepsza niż serial, bo lepiej opisywała naprawdę skomplikowane relacje między główną bohaterką Camille i jej matką Adorą. Kiedy sięgnęłam po książkę znałam całą historię z serialu, dlatego skupiłam się głównie na powiązaniach między bohaterami i doszukiwaniu się różnic między historią zapisaną w książce, a tą pokazaną w serialu. Książka nie jest arcydziełem, ale nie spodziewałam się wielkiego "wow". Przeczytałam ją w dwa dni i to właśnie o to chodzi mi w książkach - mają mi sprawiać przyjemność. Tę mimo dość ciężkiej i mrocznej tematyki chłonęłam niczym zapach lata.

Dobijając do brzegu. Zarówno książka jak i serial są naprawdę dobre. Mimo, że pierwszy odcinek serialu nie zrobił na mnie większego wrażenia, to cały serial jest naprawdę godny uwagi.  #POLECAM


2 komentarze:

KOKORINOO dziękuje i pozdrawia !