25 sierpnia 2017

BUDAPESZT | DLACZEGO CHCE DO NIEGO WRÓCIĆ


Aby urozmaicić Wam czytanie bloga między stylizacje z Chorwacji będę wrzucać posty opisujące różne miejsca, które miałam okazje odwiedzić. Opowiastki dotyczące moich wakacji zacznę od Budapesztu, bo to właśnie Budapeszt był pierwszym miejscem, w którym zatrzymaliśmy się na trasie prowadzącej do Chorwacji.

Lata temu, jeszcze w podstawówce, jako małą dziewczynkę mama wysłała mnie na trzy tygodniową kolonię na Węgry. Większość rzeczy pamiętam z tego wyjazdu jak przez mgłę, ale trzy z nich wyryły się w mojej pamięci:
  • boska, ale i niebotycznie droga papeteria z Kubusiem Puchatkiem, na którą wydałam większość kieszonkowego (musiałam ją mieć, bo przecież w podstawówce pisałam listy do koleżanek i przede wszystkim kochasiów),
  • fajerwerki nocą w Egerze, które rozbłyskały zupełnie nad moją głową i wydawały się być na wyciągnięcie ręki,
  • przepiękny, ogromny i bosko oświetlony Most Łańcuchowy w Budapeszcie, który wywarł na mnie ogromne wrażenie.

Jak widać moje wspomnienia z  tamtego czasu są mocno ograniczone. Uważam, że to i tak godne podziwu, że jako 8 letnie dziecko zapamiętałam most, który delikatnie rzecz ujmując dzieci mają w głębokim poważaniu.   

Jednak do meritum. Kiedy wpadliśmy na pomysł odwiedzenia Budapesztu podczas podróży do Chorwacji stwierdziłam, że to rewelacyjna okazja, żeby odświeżyć pamięć i spojrzeć na to miasto oczami dorosłej kobiety.

No i spojrzałam. Spojrzeniem nieco mętnym od prochów na chorobę lokomocyjną, odrobinę zmęczonym i niewyspanym po kilkunastogodzinnej podróży, ale wciąż głodnym pięknych widoków i łaknącym wszystkiego co nowe i nieznane. Byłam gotowa na moje 12 godzin w Budapeszcie i liczyłam na złote góry. 

I się troszkę przeliczyłam. Na obronę Budapesztu mam to, że byłam naćpana, zmęczona i niewyspana. Poza tym w mieście panował straszny skwar, który skutecznie zniechęcał do zwiedzania, a czasu na zwiedzanie było jak na lekarstwo. Jednak to nie otumanienie lekami i zmęczenie były głównymi powodami, dla których Budapeszt wywarł na mnie słabe wrażenie. Ale nie będę taka okrutna i zacznę od tego, co mi się podobało. 

KILKA PLUSÓW
Architektura miasta zachwyca, a ja uwielbiam napawać się widokiem pięknych budowli. Lubię zaglądać w te mniej uczęszczane przez turystów zakamarki odwiedzanych przeze mnie miast, ale napięty grafik i szybko przesuwające się wskazówki zegara nie dały mi się nimi nacieszyć. Musiałam zadowolić się odwiedzeniem miejsc, które są najważniejszymi punktami Budapesztu i które oczywiście skupiają w swojej okolicy najwięcej turystów. Wędrówkę rozpoczęliśmy od Mostu Wolności, szliśmy wzdłuż Dunaju w stronę mostu Łańcuchowego, przez który dostaliśmy się na drugą stronę rzeki. Tam wdrapaliśmy się (schodami, nie kolejką) na Wzgórze Zamkowe, z którego rozciąga się wspaniały widok na panoramę Budapesztu. Maciej nie omieszkał zrobić kilku zdjęć z tego miejsca specjalnie dla Was. Po zejściu na dół udaliśmy się w stronę budynku Parlamentu, który robi naprawdę ogromne wrażenie i zapiera dech w piersi. Po kilku godzinach spacerowania słońce dawało nam się we znaki, dlatego udaliśmy się na późny obiad, który w zasadzie był końcowym punktem naszej wycieczki po Budapeszcie. Późnym wieczorem dotarliśmy do hotelu i jedyne o czym myśleliśmy to sen. Z samego rana beż żalu opuściliśmy Budapeszt i ruszyliśmy w stronę słonecznej Chorwacji.



I PARĘ MINUSÓW
Zaczęło się od hotelu, a w zasadzie bloku, w którym mieścił się nasz apartament i uśmiechniętego kitajca, który wciąż powtarzał ‘jes’ i ‘heloł’. Język angielski był mu w zasadzie całkowicie obcy, a dogadanie się z nim graniczyło z cudem. Po kilku próbach na szczęście jakoś się udało. 
Najbardziej zawiedli mnie ludzie i ich dziwne zachowanie. Mało kto się uśmiechał, mało kto wyrażał chęć pomocy, a liczba dziwnie zachowujących się osób dookoła nas była zdecydowanie za duża. W ciągu kilku godzin spacerowania podeszło do nas parę osób chcących od nas pieniądze. Byli mocno natarczywi, nie chcieli dać nam spokoju, a na biednych z pewnością nie wyglądali. 
Zwróciłam również uwagę na brud, który dostrzegalny był w każdym miejscu miasta. Śmietniki, z których wysypywał się nadmiar śmieci nie zachęcały do wypicia kawy w pobliskich kawiarniach. Siedzenie na ławce w parku raczej też nie wchodziło w grę. Brudne ulice, zaniedbane podwórka kamienic i otaczające mnie smród.  Jakoś tak mało estetycznie mimo przepięknej i okazałej architektury. 
Sam Dunaj też nie wywarł na mnie większego wrażenia. Strasznie brudny, a zdjęcia idealnie pokazują jak jego kolor psuje panoramę miasta. 

ALE WRÓCĘ
Po wycieczce w podstawówce miałam o Budapeszcie mocno wygórowane zdanie. Jak się okazuje jedno wspomnienie (achh ten most) może utrwalić w naszej głowie obraz miasta idealnego. Jednak zdanie to było mocno przesadzone i znacznie odbiegające od rzeczywistości. Mimo wszystko, chcę dać Budapesztowi jeszcze jedną szansę i wrócić do tego miasta, ale nie w szczycie sezonu urlopowego. Wybiorę się przez lub po sezonie, kiedy upały nie będą tak straszne a liczba turystów nie tak kosmiczna.  Chce tam wrócić, żeby zobaczyć wszystko, to czego nie zdążyło wyłapać moje oko podczas tej podróży i odkryć całe to piękno, które Budapeszt jest mi w stanie zaoferować.  

7 komentarzy:

  1. Hej! Mieszkam w Budapeszcie od kilku lat i pozwolę sobie odnieść się do powyższego posta. To prawda, w czasie lata, które jest szczególnie upalne w tym roku, zwiedzanie miasta może nie być najprzyjemniejszym doświadczeniem w życiu, a także niemiły zapach daje się bardziej we znaki turystom. Także sama rzeka wydaje się mocniej zanieczyszczona. Ponadto prawdą jest, że w Budapeszcie liczba osób bezdomnych jest znacznie większa niż np. w Warszawie, aczkolwiek nie większa niż w innych dużych stolicach europejskich. Jeżeli chodzi o znajomość języka angielskiego, czy chęć pomocy Węgrów, absolutnie mam inne odczucie. Przez te kilka lat spotkałam na swojej drodze ogromną liczbę chętnych pomóc ludzi, a także znajomość języka angielskiego wydaje mi się na być na podobnym nawet nieco wyższym poziomie niż w Polsce. ( zaznaczam, że nie mówię ANI słowa po Węgiersku i wszędzie porozumiewam się po angielsku). Być może trwające od maja upały dawały się już wszystkim we znaki... ;)
    Polecam wizytę w Budapeszcie na wiosnę lub jesienią. Budapeszt ma tak wiele pięknych, NIEturystycznych miejsc do odwiedzenia, że ciężko je nawet wymienić :) Warto poznać i zobaczyć więcej, żeby wyrobić sobie zdanie o tym powiedziałabym mieście pełnym niespodziewanych zakątków, kawiarenek, ruin pubów etc.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My byliśmy tylko 24h z czego połowę przestaliśmy, dlatego koniecznie muszę wrócić i jeszcze raz na spokojnie zwiedzić miasto. Jak będę się wybierać odezwę się po porady :) dzięki za komentarz :)

      Usuń
  2. Wow! Rewelacyjne zdjęcia i widoki :) Pięknie tam jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna fotorelacja :)) pozdrawiam serdecznie :) woman-with-class.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Budapeszt to jedno z miast, na które mam ochotę już od jakiegoś czasu. Może w końcu na jesień się uda :) Fajne foty!

    OdpowiedzUsuń

KOKORINOO dziękuje i pozdrawia !