29 stycznia 2016

8 POWODÓW, PRZEZ KTÓRE NIGDY NIE POLUBIĘ ZIMY



Zima, zima, zima. Nigdy nie zrozumiem osób, które ją kochają. No i co z tego, że narty, co z tego, że góry? Zima to zima i choć piękna na zdjęciach nigdy nie będzie mi bliska. Dzisiaj podzielę się z Wami powodami, przez które nigdy jej nie polubię!

1. Pierwszy i chyba najbanalniejszy powód to zwykłe, otaczające mnie zewsząd zimno. Zimno, które na siłę przytula mnie do siebie i swoimi paskudnymi, lodowatymi łapami dotyka mojej skóry. Zimno, które drwi ze mnie, śmieje mi się w twarz sprawiając, że nie chce mi się wychodzić z domu. Zimno, które trwa w nieskończoność i które sprawia, że żałuję ze żyję w tym kraju. Ej, chyba zaszła jakaś pomyłka, powinnam była urodzić się w ciepłym kraju, w którym o zimie nikt nigdy nie słyszał.

2. Jest zima to jest też sól i piach na ulicach. Oczywiście wszystko dla naszego dobra, wszystko w trosce o nasze bezpieczeństwo, by nie groziło nam połamanie kończyn, szczególnie tych dolnych. Ok, ok, wszystko pięknie, ale wyjaśnijmy coś sobie. Sól jest zła i bardzo się cieszę, że zastępowana jest piaskiem i naszą Edzie nie bolą już łapki, ale na litość boską. Czy jest w tym kraju ktoś, kto wytłumaczy „posypywaczom ulic”, że wystarczy odrobina piasku, że nie trzeba sypać go łopatami ? Niech mi ktoś wyjaśni, po co sypać na jeden malutki chodnik tonę piachu, który w połączeniu z topniejącym śniegiem tworzy potok błota, który potem ja i wszyscy, którzy mnie odwiedzają przynoszą do mojego domu?

3. No i niesłychanie płynnie przechodzimy do kolejnego powodu, przez który nigdy przenigdy nie polubię zimy.  Wszechobecny brud który przyprawia mnie o zawroty głowy. Chodzi głownie o to, co pozostawiają po sobie zimowe buty po wejściu do domu. Nienawidzę sprzątać i z pewnością mam ciekawsze zajęcia niż latanie ze szmatą po domu. Co godzinę.

4. Było o butach, to teraz czas na ciuchy. Życie „fashionistki” zimą nie jest łatwe. Nie ma się co oszukiwać, ale zima to strasznie niewdzięczny czas. Zamiast podkreślających kształtów ubrań, zamiast zgrabnych szpilek prym wiodą bezkształtne kurtki i ciepłe kalesony sprawiające, że wyglądam jak wielka, tocząca się po śniegu kulka. Jak żyć?

5. Punkt piąty to włosy, a raczej to co się z nimi dzieje przez czapki i kaptury. Przyklapnięta grzywka, elektryzujące się kosmyki czy płaska fryzura doprowadzają mnie do szału. Najgorsze są długie włosy, bo ich okiełznanie czasami graniczy z cudem. Jedyną słuszną fryzurą pozwalającą jako tako przetrwać ten fatalny, zimny czas jest niedbały koczek, którego powoli mam już dość. No i babcine warkocze, które uwielbiam.

6. Odwilż. Czyli ten paskudny etap, który obecnie prezentuje się w całej okazałości. Wszystko jest tak brzydkie, tak paskudne, że mam ochotę zamknąć oczy i w ogóle na to nie patrzeć. Potoki błota, wszędzie wielkie kałuże czyli brud, smród i ubóstwo w pełnej krasie. Nie będę się już rozwodzić nad masą psich kup, które wyrastają na brzydkich trawnikach jak grzyby po deszczu, bo przecież wszyscy to widzą. NIENAWIDZĘ!

7. Zbliżam się ku końcowi, więc punkt siódmy stanowiący o tym, że zima nigdy nie będzie moją koleżanką to oczekiwanie. Oczekiwanie nie piękne, ciepłe dni, które będą zbawieniem. Najpierw oczekiwanie, na wiosnę, na pierwsze przebłyski słońca i zamianę grubych, puchowych kurtek na coś lżejszego. Potem oczekiwanie na lato i zamianę długich spodni na szorty. Oczekiwanie, które dłuży się w nieskończoność.

 8. Ósmy i ostatni już powód, bo przecież ile można narzekać, to zdecydowanie wieczna noc. Nie ma co się oszukiwać, ale zimą żyję w krainie ciemności, w której o depresję nietrudno. Wstajesz ciemno, wracasz do domu ciemno. Jak już trochę się rozjaśnia to na ładne, niebieskie niebo i tak nie ma co liczyć. I tak przez co najmniej cztery miesiące. Żyć się odechciewa. 

I mimo, że na zdjęciach wyglądam na dość zadowoloną to nie będę nikogo oszukiwać, że zima to zło. Zło największe jakie mnie rok w rok, od 25 lat spotyka. Myślałam, że się przyzwyczaję, że mi przejdzie, że jakoś dam radę żyć bez narzekania, ale się nie udało. Jedynym pocieszającym faktem jest to, że zimy są coraz lżejsze. Martwi mnie tylko to, że prawdopodobnie moje dzieci (nie wspominając już o dzieciach moich dzieci) nie będą wiedziały co to śnieg. A może chciałby wiedzieć?


Buziaki. Paulina. 



kurtka | jacket | SHEIN (podobne TUTAJ i TUTAJ)
sweter | sweater | ROMWE (podobne TUTAJ % i TUTAJ %)
spodnie | pants | MOHITO 
torebka | bag | PAULINA SCHAEDEL
czapka | hat | RESERVED (podobna TUTAJ
emu | BUTSKLEP (podobne TUTAJ % i TUTAJ)



10 komentarzy:

  1. Zdjęcia super :) ale ja za to zimę kocham :P /
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sól niszcząca buty, piach i okropna odwilż... Też tego nie lbuie. Chce lato! pozdrawiam i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale pięknie widać padający śnieg!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzie są takie fajne plenery do zdjęć? Zawsze znajdziecie coś kolorowego w środku zimy:)
    Pięknie wyglądasz.

    OdpowiedzUsuń
  5. czy spodnie są z aktualnej kolekcji Mohito?
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. raczej nie. kupiłam je w outlecie mohito w factory ;)

      Usuń

KOKORINOO dziękuje i pozdrawia !